Zabieg już był, w domu nie ma butelek, plan wydaje się prosty. A potem przychodzi piątek, szósta wieczorem, droga z pracy obok tego samego sklepu co zawsze i nagle pojawia się myśl, której miało już nie być: "Napiłbym się".
Wiele osób z implantem przeżywa wtedy dwie rzeczy naraz, ochotę i wstyd, że w ogóle ją czują. Skoro jest wszywka, to przecież nie powinno się chcieć? Może się chcieć, bo implant z disulfiramem nie działa na ochotę na alkohol. Głód alkoholowy to osobna sprawa i można się nauczyć sobie z nim radzić.
Bo działa w innym miejscu. Disulfiram zmienia to, co dzieje się w wątrobie po wypiciu, a nie to, co dzieje się w głowie przed nim. Implant stawia barierę, ale samej ochoty nie dotyka.
Wątroba rozkłada alkohol w dwóch krokach. Najpierw powstaje aldehyd octowy, związek toksyczny, a potem enzym zamienia go w nieszkodliwy kwas octowy. Disulfiram blokuje ten drugi enzym. Po alkoholu aldehyd octowy gromadzi się we krwi i wywołuje reakcję: czerwienienie twarzy, kołatanie serca, nudności, wymioty, spadek ciśnienia. Charakterystyka produktu podaje, że objawy trwają zwykle od 30 do 60 minut, a przy dużej ilości alkoholu mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca, drgawki i utrata przytomności.
To mechanizm odstraszający. Działa wtedy, gdy człowiek zna konsekwencje i bierze je pod uwagę. Nie zmienia pamięci o tym, jak alkohol smakował i co dawał.
Światowa Organizacja Zdrowia w klasyfikacji chorób ICD-11 opisuje uzależnienie od alkoholu jako silny wewnętrzny przymus picia. Często, choć nie zawsze, towarzyszy mu subiektywne uczucie parcia albo głodu alkoholu. Głód jest więc częścią choroby. Nie mija razem z ostatnim kieliszkiem ani z dniem zabiegu.
Amerykański Narodowy Instytut ds. Nadużywania Alkoholu i Alkoholizmu (NIAAA) dzieli to, co wywołuje głód, na dwie grupy. Wyzwalacze zewnętrzne to ludzie, miejsca, przedmioty i pory dnia kojarzone z piciem: sklep po drodze, znajomy z dawnych spotkań, piątkowy wieczór. Wyzwalacze wewnętrzne to myśli, emocje i odczucia z ciała, na przykład napięcie, ból głowy, niepokój. NIAAA zwraca uwagę, że głód wywołują nie tylko złe emocje. Radość i ekscytacja też potrafią, zwłaszcza u kogoś, u kogo przez lata kończyły się toastem.
W 1991 roku norwescy badacze Johnsen i Mørland opublikowali badanie, w którym 76 pacjentów dostało albo implant z disulfiramem, albo implant z dawką tak małą, że nie mogła działać. Nikt nie wiedział, kto ma który. Obie grupy ograniczyły picie i nie było między nimi istotnej różnicy. Autorzy uznali, że zadziałał przede wszystkim psychologiczny efekt odstraszania. Metaanaliza z 2014 roku pokazała podobny wzór dla disulfiramu w ogóle. W badaniach, w których pacjenci nie wiedzieli, co dostają, przewaga leku znikała. W badaniach otwartych, gdzie wiedzieli, była wyraźna.
Nie znaczy to, że implant jest bezużyteczny. Prawdziwy implant niesie realne ryzyko reakcji, a pacjent o tym wie. Badanie pokazuje jednak, że o wyniku w dużej mierze decyduje to, co dzieje się w głowie. Dlatego praca nad głodem należy do leczenia tak samo jak sam zabieg.
Nie. Głód w pierwszych tygodniach i miesiącach trzeźwości jest normalny. O tym, jak przebiega leczenie, mówi to, co człowiek z tym głodem robi, a nie to, czy go czuje.
Częsty błąd myślowy brzmi tak: "Skoro dalej mam ochotę, to nic mi nie pomaga". Za nim idzie drugi: "Skoro nic nie pomaga, to po co się starać". NIAAA w poradnikach dla osób ograniczających picie zachęca do innego podejścia. Ochotę na alkohol warto traktować jak normalne, przejściowe doświadczenie, które da się przewidzieć i opanować. Głód, który minął bez picia, to doświadczenie, na którym można budować dalej.
Pomaga też zmiana języka. Zamiast "znowu mnie wzięło" można powiedzieć sobie: "to wyzwalacz, ten sam co zawsze, wiem, co z nim zrobić". Brzmi prosto, ale to dokładnie ten rodzaj pracy, który prowadzi się na terapii uzależnień.
Charakterystyka produktu przeznacza implant dla wybranych, współpracujących pacjentów i zawsze z odpowiednim leczeniem wspomagającym. Podkreśla, że wyniki są lepsze, gdy disulfiram łączy się z innymi formami terapii, na przykład z technikami behawioralnymi, niż gdy pacjent dostaje sam lek. Według dokumentu skuteczność zwiększa też regularne przypominanie o zagrożeniach i kontrole.
Strona, która opisuje, jak wygląda wszywka antyalkoholowa we Wrocławiu, wymienia psychoterapię i grupy wsparcia jako uzupełnienie zabiegu. Wiele osób traktuje je jako dodatek, z którego można zrezygnować, gdy implant jest już na miejscu. Przy głodzie alkoholowym to właśnie terapia daje narzędzia, których implant nie ma. Uczy rozpoznawać własne wyzwalacze, przewidywać trudne sytuacje i reagować, zanim myśl zamieni się w decyzję.
Pojedyncze chwile ochoty to normalna część trzeźwienia. Inaczej wygląda sytuacja, w której głód pojawia się codziennie, trwa godzinami, budzi w nocy albo zajmuje większość myśli. Wtedy sam implant to za mało i trzeba porozmawiać z lekarzem albo terapeutą o rozszerzeniu leczenia. Więcej o tym w ostatniej części tekstu.
Zyskać czas. Głód rośnie, osiąga szczyt i opada, a najgorsze, co można zrobić, to decydować na jego szczycie. Poniższe sposoby pochodzą z materiałów NIAAA dla osób, które chcą przestać pić. Wywodzą się z terapii poznawczo-behawioralnej, w której pracuje się według schematu: rozpoznaj, unikaj, radź sobie.
NIAAA porównuje ochotę na alkohol do fali na morzu. Narasta, osiąga szczyt i opada. Zamiast z nią walczyć, można ją zaakceptować jako coś, co minie. Instytut nie podaje, ile minut trwa taka fala, i nie warto ufać sztywnym liczbom krążącym w internecie. U każdego to wygląda trochę inaczej. Wiadomo tyle, że głód jest przejściowy.
W praktyce pomaga obserwowanie ochoty zamiast posłuszeństwa wobec niej. Gdzie ją czuję w ciele? Jak silna jest w skali od 1 do 10? Czy po pięciu minutach jest tak samo silna? Takie pytania przenoszą uwagę z "muszę się napić" na "obserwuję, co się ze mną dzieje".
Dobrze mieć je zapisane, zanim przyjdzie trudna chwila. Karteczka w portfelu albo notatka w telefonie: po co to leczenie, co zabrał alkohol, co jest do odzyskania. W chwili głodu pamięć podsuwa raczej przyjemne wspomnienia, a lista przypomina o drugiej stronie.
Przy implancie dochodzi do tej listy jeszcze jeden powód: reakcja disulfiramowa. Nie chodzi o straszenie się, tylko o rzetelną informację. Picie przy aktywnym implancie kończy się zatruciem aldehydem octowym, które w ciężkich przypadkach zagraża życiu.
NIAAA wymienia rozmowę z kimś zaufanym wśród podstawowych sposobów na głód. Może to być bliska osoba, terapeuta, znajomy z grupy wsparcia albo telefon zaufania. Nie trzeba mieć gotowego tematu. Wystarczy powiedzieć: "Mam teraz ochotę się napić, pogadaj ze mną chwilę". Warto ustalić z kimś wcześniej, że takie telefony są w porządku o każdej porze.
NIAAA dzieli zajęcia na krótkie, średnie i dłuższe. Krótkie to spacer dookoła bloku, prysznic, zjedzenie czegoś. Dłuższe to hobby, trening, wyjście na mityng. Dobrze sprawdza się wszystko, co wymaga ruchu albo skupienia i przy czym trudno pić.
Za głodem prawie zawsze stoi jakieś zdanie. "Jeden kieliszek nic nie zrobi". "Należy mi się po takim tygodniu". "Wszywka pewnie już nie działa". NIAAA zaleca zatrzymać taką myśl, sprawdzić, gdzie jest w niej błąd, i zastąpić ją innym zdaniem. Na przykład: "Jeden kieliszek przy implancie to ryzyko groźnej reakcji, a bez implantu u wielu osób kończył się ciągiem".
Ostatnia z tych myśli, o sprawdzeniu implantu, jest szczególnie niebezpieczna. Nie istnieje bezpieczny sposób, żeby to zrobić. Reakcja przychodzi niezależnie od tego, czy ktoś pije, żeby się upić, czy żeby coś sprawdzić, a jej przebiegu nie da się przewidzieć.
Jeśli głód przyszedł na imieniny, w barze albo przy znajomych, którzy piją, najprostsze jest wyjście. Najlepiej z gotowym, wcześniej ustalonym wytłumaczeniem i sposobem powrotu do domu. Wyjście bez tłumaczenia się też jest w porządku.
Przez kilka tygodni obserwować własny głód, a potem zaplanować odpowiedź na najczęstsze sytuacje. Im więcej trudnych chwil jest przewidzianych, tym mniej trzeba improwizować.
NIAAA proponuje zapisywać przez kilka tygodni każdą chwilę ochoty: kiedy przyszła, gdzie, z kim, co jej poprzedzało, jak była silna i co pomogło. Po kilkunastu wpisach zwykle widać powtarzający się wzór. U jednej osoby to piątkowa droga z pracy, u innej kłótnia z partnerem, u kolejnej samotny niedzielny wieczór. Wyzwalacze zewnętrzne łatwiej ominąć, wewnętrzne trzeba nauczyć się zauważać.
Instytut ostrzega przy tym przed jedną pułapką. Szczegółowe wspominanie dawnych chwil picia samo potrafi wywołać ochotę. Dziennik ma opisywać fakty, nie wspomnienia.
Na podstawie dzienniczka warto rozpisać, co zrobić w każdej z nich. Na przykład:
|
Sytuacja |
Plan |
|---|---|
|
Droga z pracy obok sklepu |
inna trasa, telefon do bliskiej osoby w drodze, kolacja od razu po powrocie |
|
Spotkanie, na którym inni piją |
własny napój od pierwszej minuty, ustalona godzina wyjścia, ktoś zaufany na miejscu |
|
Kłótnia albo trudna wiadomość |
spacer zamiast kanapy, rozmowa z terapeutą albo grupą, odłożenie decyzji do jutra |
|
Samotny wieczór |
wcześniej zaplanowane zajęcie, mityng albo telefon do znajomego |
Plan nie musi być idealny. Ma tylko sprawić, że w chwili głodu nie trzeba wymyślać rozwiązania od zera.
W grupach wsparcia popularny jest skrót HALT, od angielskich słów oznaczających głód, złość, samotność i zmęczenie. Chodzi o to, że te cztery stany łatwo pomylić z ochotą na alkohol albo ją nasilają. Nie jest to metoda sprawdzona w badaniach, raczej pomocne przypomnienie. Kiedy przychodzi ochota, warto zapytać siebie: czy jadłem dziś normalnie, czy spałem, czy coś mnie złości, czy od rana z nikim nie rozmawiałem?
Wytyczne NICE zalecają, żeby przy leczeniu disulfiramem, jeśli to możliwe, zaangażować członka rodziny albo opiekuna, który dobrze rozumie, na czym polega to leczenie. Bliska osoba nie ma pilnować ani przeszukiwać szafek. Jej rola jest inna: być kimś, do kogo można zadzwonić w chwili głodu, i wiedzieć, jak wygląda reakcja po alkoholu.
Najbardziej pomaga spokojna reakcja na zdanie "mam ochotę się napić". Wykład, obrażanie się albo panika sprawiają, że następnym razem lepiej nic nie mówić. Krótkie "dobrze, że mówisz, chodźmy się przejść" robi więcej niż najlepsze argumenty. Rodzina może też sama korzystać z grup wsparcia dla bliskich osób uzależnionych, bo życie obok czyjegoś leczenia też bywa wyczerpujące.
Część programów zapobiegania nawrotom uczy uważności, czyli zauważania myśli i odczuć z ciała bez natychmiastowego reagowania na nie. W badaniu z Seattle, opublikowanym w 2014 roku w JAMA Psychiatry, 286 osób po zakończonym leczeniu uzależnienia losowo przydzielono do trzech grup. Jedna uczestniczyła w programie zapobiegania nawrotom opartym na uważności, druga w klasycznej profilaktyce nawrotów, trzecia w standardowej opiece po leczeniu. Oba programy dały lepsze wyniki niż standardowa opieka, a po roku przewaga uważności w ograniczeniu ciężkiego picia była najbardziej trwała. Takie zajęcia prowadzą niektórzy terapeuci uzależnień, także w ramach terapii grupowej.
Gdy jest silny, częsty i nie słabnie mimo kilku tygodni pracy. Także wtedy, gdy towarzyszy mu przygnębienie, bezsenność albo myśli, że życie nie ma sensu.
Brytyjskie wytyczne NICE wymieniają dwa leki, które proponuje się po zakończonym odstawieniu alkoholu, razem z psychoterapią: akamprozat i naltrekson. Oba w różny sposób zmniejszają ryzyko powrotu do picia. Disulfiram NICE wymienia jako możliwość dla osób, dla których te dwa leki nie są odpowiednie albo które wolą disulfiram. Zawsze z terapią i pod nadzorem lekarza.
Wszystkie te leki wydaje się wyłącznie na receptę. O tym, czy któryś ma sens przy implancie z disulfiramem, decyduje lekarz prowadzący, który zna całą listę przyjmowanych leków i choroby pacjenta. Samodzielne dokładanie leków, także uspokajających, jest złym pomysłem, bo disulfiram zmienia działanie części z nich.
W pierwszych miesiącach trzeźwości nastrój bywa niestabilny, a u części osób obok uzależnienia rozwija się depresja. Smutek, który trwa tygodniami, utrata zainteresowań, kłopoty ze snem to sprawa dla lekarza, nie tylko dla siły woli. Charakterystyka implantu wymienia wśród rzadkich działań niepożądanych także stany depresyjne, więc o zmianie nastroju po zabiegu warto powiedzieć lekarzowi.
Jeśli pojawiają się myśli samobójcze, trzeba szukać pomocy od razu: pod numerem alarmowym 112 albo w Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym pod numerem 800 70 2222, czynnym całą dobę.
Nie. Disulfiram blokuje rozkład alkoholu w wątrobie, więc po wypiciu pojawia się groźna reakcja. Na samą ochotę na picie nie działa. Z głodem trzeba radzić sobie innymi sposobami: terapią, planem na trudne sytuacje, wsparciem bliskich, a czasem lekami, o których decyduje lekarz.
Pojedyncza chwila głodu jest przejściowa. NIAAA porównuje ją do fali, która narasta i opada, ale nie podaje konkretnej liczby minut. U wielu osób z miesiącami ochota słabnie, choć może wracać przy silnych emocjach i w miejscach kojarzonych z piciem.
Nie ma bezpiecznego sposobu. Picie przy działającym implancie może wywołać reakcję z zaburzeniami rytmu serca, spadkiem ciśnienia i utratą przytomności. Pytania o czas działania i o kolejny zabieg warto zadać lekarzowi, który go wykonał. Charakterystyka produktu podaje, że zabieg można powtórzyć po 8 miesiącach.
Przy objawach reakcji, takich jak zaczerwienienie twarzy, kołatanie serca, wymioty, duszność czy zawroty głowy, trzeba wezwać pomoc pod numerem 112 i powiedzieć ratownikom o implancie z disulfiramem. Potem, gdy stan jest bezpieczny, potrzebna jest rozmowa z lekarzem i terapeutą. Wypicie nie przekreśla leczenia, ale pokazuje, że plan wymaga zmian.
Artykuł sponsorowany
REKLAMA
REKLAMA